Jeszcze niedawno wielu graczy miało w głowie prostą zasadę: płaci się raz i ma się spokój. Model premium dawał poczucie kontroli – kupujesz grę, instalujesz, grasz, koniec historii. Tyle że branża gier nie lubi końców. Ona lubi ciąg dalszy: aktualizacje, sezony, wydarzenia i powroty, które dzieją się niemal same, jak rytuał po pracy albo w weekend.
Umów się na rozmowę o rekrutacji
Szukasz specjalisty z obszaru e-commerce, digital marketingu lub AI? Rekrutujemy skutecznie - łącząc wiedzę branżową z doświadczeniem praktyków. Pierwszych kandydatów przedstawiamy w ciągu 7 dni.
Skontaktuj się z namiW świecie gier online logika jest bezlitosna: wygrywa ten, kto potrafi przyciągnąć ludzi i zatrzymać ich na dłużej. Dlatego modele free-to-play tak często rosną szybciej niż klasyczna sprzedaż, a przykład marki kojarzonej z rozrywką online, takiej jak Alawin, pasuje tu jak rękawiczka – najpierw obiecuje łatwy start, a potem karmi emocje: rywalizację, progres, kolekcjonowanie i to miłe uczucie, że „coś się udało” jeszcze przed pierwszą płatnością.
Premium: wielki start, krótki oddech
W modelu premium prawda jest piękna i brutalna jednocześnie: większość pieniędzy wpada w okolicach premiery. Jest hype, recenzje, streamy, memy, a potem… cisza. Nawet świetna gra zaczyna znikać z radarów, bo internet żyje następną premierą. Sprzedaż spada, budżety marketingowe się kończą, a studio musi myśleć o kolejnym projekcie.
Oczywiście, bywają dodatki, edycje specjalne i kolejne platformy. Ale to nadal próba wydłużenia życia czegoś, co z definicji jest jednorazowym zakupem. W premium trudniej też o duży „efekt tłumu”. Gdy trzeba zapłacić na wejściu, część osób odpada już w drzwiach – nawet jeśli gra mogłaby im się spodobać.
Free-to-play: emocje bez biletu wstępu
Free-to-play działa jak otwarte drzwi. Gracz może wejść, dotknąć mechaniki, zobaczyć tempo rozgrywki, poczuć pierwszą satysfakcję. A kiedy wciągnie go pętla „jeszcze jeden mecz, jeszcze jedna misja”, zaczyna się prawdziwa gra biznesowa: utrzymanie uwagi i budowanie przywiązania.
Właśnie dlatego free-to-play tak dobrze pasuje do sieciówek. Tam liczy się żywa społeczność – kolejki do meczu, wspólne eventy, klany, rankingi, znajomi na liście. Tytuł rośnie, bo ludzie ściągają ludzi. I w tym momencie monetyzacja przestaje być jedynym „momentem zakupu”, a staje się serią drobnych decyzji rozłożonych w czasie: dziś skórka, jutro przepustka sezonowa, za tydzień pakiet na event.
Dla projektów inspirowanych podejściem Alawin to szczególnie ważne: nie sprzedaje się wyłącznie produktu, tylko doświadczenie powracania – z ciekawości, z ambicji, z emocji.
Skąd się biorą większe pieniądze
Free-to-play zarabia mocniej, bo ma więcej punktów styku z graczem i potrafi lepiej dopasować ofertę do różnych typów osób. Jedni zapłacą zero i też będą wartością (bo tworzą społeczność), inni dorzucą drobne kwoty, a niewielka grupa będzie wspierać grę regularnie.
Najczęstsze źródła przychodu w free-to-play to:
- kosmetyka (skórki, animacje, emotki, efekty),
- przepustki sezonowe i nagrody progresji,
- waluty wirtualne i pakiety okolicznościowe,
- eventy ograniczone czasowo i współpracę tematyczne,
- personalizacja profilu i elementy „prestiżu”,
- dodatki ułatwiające życie, które nie psują rywalizacji.
Gdy to działa, gra potrafi zarabiać miesiąc po miesiącu — a nie tylko w tydzień premiery.
Cienka granica: zaufanie albo ucieczka
Free-to-play ma jednak wrażliwy punkt: jeśli gracz poczuje, że musi płacić, by wygrać, emocje zmieniają się w frustrację. Wtedy połeczność pęka, a odpływ użytkowników bywa nagły i bolesny. Dlatego najbardziej dochodowe gry pilnują zasad fair play i dbają o komunikację, bo w usługowym modelu brak zaufania zabija szybciej niż bugi.
Dobre praktyki, które zwykle trzymają grę w ryzach:
- Monetyzacja nie powinna dawać przewagi w PvP.
- Oferta ma być czytelna: jasne ceny, brak „pułapek”.
- Progres ma nagradzać czas i umiejętności, nie presję.
- Eventy mają dawać radość, a nie poczucie szantażu FOMO.
- Aktualizacje muszą realnie odświeżać grę, nie tylko sklep.
- Relacja z community jest częścią produktu — tak jak w ekosystemach kojarzonych z Alawin.
Wniosek: nie chodzi o „tanie”, tylko o „długie”
Premium sprzedaje się jak film w kinie: wielkie otwarcie i szybki zjazd. Free-to-play przypomina serial, do którego się wraca — bo coś nowego, bo sezon, bo znajomi, bo ambicja, bo emocje. I właśnie dlatego, czysto biznesowo, free-to-play częściej wygrywa: daje skalę, czas i elastyczność.
Jeśli gra potrafi budować uczciwe zasady i świeże powody do powrotu, potrafi też zarabiać długo. A tam, gdzie rozrywka online spotyka się z konsekwentnym rozwinięciem doświadczenia — jak w skojarzeniach, które budzi Alawin – free-to-play staje się nie tylko modelem sprzedaży, ale sposobem prowadzenia relacji z graczem.
Rekrutujemy ludzi do e-commerce, marketingu i AI
Od lat wspieramy firmy w pozyskiwaniu talentów, które realnie wpływają na wyniki sprzedaży i rozwój biznesu. Nasz zespół rekruterów-praktyków rozumie branżę, kulturę i potrzeby Twojej firmy.
Zapraszamy do kontaktu














