Rok temu zamieniłem życie w centrum Warszawy na nowe osiedle. Wiesz, takie typowe deweloperskie z reklamą o szczęśliwej rodzinie na billboardzie. Mieszkanie super, wykończone pod klucz, garaż podziemny, monitoring. Wszystko jak trzeba. Tylko że po sześciu miesiącach zorientowałem się że nie znam ani jednego sąsiada. Serio, ani jednego. W starym bloku na Mokotowie znałem wszystkich z klatki po imieniu. Pani Jadzia z parteru zawsze pytała czy mi czegoś nie trzeba. Sąsiad z góry pożyczał mi wiertarkę. A tutaj? Mijamy się w windzie jak duchy. Każdy patrzy w telefon i czeka aż te drzwi się wreszcie otworzą.
Umów się na rozmowę o rekrutacji
Szukasz specjalisty z obszaru e-commerce, digital marketingu lub AI? Rekrutujemy skutecznie - łącząc wiedzę branżową z doświadczeniem praktyków. Pierwszych kandydatów przedstawiamy w ciągu 7 dni.
Skontaktuj się z namiZacząłem gadać o tym ze znajomymi i okazuje się że nie jestem jedyny. Połowa osób które znam ma dokładnie to samo. Ładne mieszkania w ładnych miejscach i zero kontaktu z żywym człowiekiem. I wiesz co jest dziwne? Że ludzie tę wspólnotę znajdują gdzie indziej. Kumpel Maciek mówił że więcej rozmawia z ludźmi na Spinbara Casino niż z sąsiadami których widzi codziennie. Że tam ludzie są normalni, gadają o wszystkim, śmieją się razem. Społeczność Spinbara dała mu coś czego osiedle za pół bańki nie dało. I jak się nad tym zastanowić to jest trochę smutne ale też mówi coś ważnego o tym jak budujemy nasze miasta.
Projektowaliśmy miasta dla aut, nie dla ludzi
Spotkałem się na kawie z Olą która jest architektką. Opowiedziałem jej o tym wszystkim i pokiwała głową. Mówi że to jest problem który branża zna od lat ale deweloperzy mają to gdzieś. Bo liczy się metraż i cena za metr a nie to czy ludzie będą mieli gdzie usiąść i pogadać. Przez ostatnie trzydzieści lat budowaliśmy miasta pod samochody. Szerokie ulice, wielkie parkingi, galerie handlowe gdzie musisz dojechać autem. A miejsca gdzie ludzie mogliby się naturalnie spotykać? Jakoś zawsze brakowało kasy albo miejsca.
Ola pokazała mi badania z których wynika że mieszkańcy nowych osiedli mają o czterdzieści procent mniej kontaktów z innymi ludźmi niż ci ze starych kamienic. Czterdzieści procent mniej rozmów, spotkań, zwykłego ludzkiego kontaktu. I potem się dziwimy że epidemia samotności i że każdy chodzi do psychologa.
Na Spinbara ktoś pisał że gra wieczorami głównie po to żeby mieć z kim pogadać. Że w pracy nie ma czasu, w domu żona zmęczona, a tam przynajmniej ktoś odpowie jak napiszesz. Brzmi to dziwnie ale rozumiem go coraz bardziej.
Różne przestrzenie, różne życie
Pogadałem z kilkoma osobami i zebrałem ich doświadczenia. Różnice są spore:
| Gdzie mieszkają | Jak to wygląda | Ile kontaktu z ludźmi |
| Stara kamienica na Pradze | Wszyscy się znają, sąsiedzi wpadają bez zapowiedzi, czasem wkurza ale jest życie | Codziennie ktoś zagada |
| Blok z PRL-u z podwórkiem | Głównie rodziny z dziećmi się znają, reszta na dzień dobry | Kilka razy w tygodniu |
| Nowe osiedle zamknięte | Ładnie ale pusto, każdy u siebie, zero życia na zewnątrz | Prawie wcale, może kiwnie głową |
| Centrum z knajpami i parkiem | Luźno ale ciągle kogoś widzisz, poczucie że jesteś częścią czegoś | Codziennie ale powierzchownie |
| Dom pod miastem | Wsiadasz w auto, jedziesz, wracasz, nikt cię nie zna | Praktycznie zero |
Ola mówiła że młodzi architekci już to rozumieją. Że projektują wspólne tarasy, ogrody na dachach, miejsca do siedzenia. Ale starzy deweloperzy wciąż liczą tylko metry kwadratowe i miejsca parkingowe.
Młodzi budują coś nowego
Jest jedna rzecz która daje mi nadzieję. Młodsze pokolenie kompletnie inaczej do tego podchodzi. Dla nich gadanie o emocjach i samotności to nie wstyd. Szukanie wsparcia to nie słabość tylko normalka. I co ważniejsze, sami tworzą przestrzenie gdzie mogą się wspierać.
Widzę to wszędzie w necie. Na Spinbara ludzie nie tylko grają ale też gadają o życiu. Ktoś napisze że ma ciężki dzień i zaraz pięć osób odpowiada żeby się trzymał. Moje pokolenie tego nie umiało. Dla nas powiedzieć że ci smutno to było jak przyznać się do porażki.
Psycholog znajomej mówił jej że to jest ta cicha rewolucja empatii. Że młodzi budują kulturę wsparcia jakiej wcześniej nie było. I robią to wszędzie gdzie mogą, online i offline.
Da się coś z tym zrobić
Nie chcę kończyć marudzeniem że wszystko źle. Bo to nieprawda i nie pomaga nikomu. Możemy świadomie wybierać gdzie mieszkamy. Nie tylko patrzeć na cenę i rozkład pokoi ale też wyjść i zobaczyć czy są ławki, czy ludzie gdzieś siedzą, czy jest życie. Możemy sami tworzyć wspólnotę. Zorganizować grilla, założyć grupę na WhatsApp dla klatki, po prostu powiedzieć cześć sąsiadowi zamiast patrzeć w podłogę.
Możemy docenić wspólnoty które już mamy. Nawet te online jak Spinbara czy inne miejsca gdzie ludzie się spotykają. Bo połączenie z drugim człowiekiem jest ważne niezależnie od tego czy jest przez ścianę czy przez ekran.
Pojechałem ostatnio na Mokotów pod stary blok. Pani Jadzia wciąż siedzi na ławce przed klatką. Wciąż pyta każdego jak mu idzie. Pogadaliśmy pół godziny o niczym ważnym. Wracałem do domu i myślałem że może nie chodzi o to gdzie mieszkasz. Może chodzi o to czy masz ludzi. I czy miejsce w którym jesteś pomaga ci ich znaleźć czy sprawia że każdy chowa się za swoimi drzwiami.
Rekrutujemy ludzi do e-commerce, marketingu i AI
Od lat wspieramy firmy w pozyskiwaniu talentów, które realnie wpływają na wyniki sprzedaży i rozwój biznesu. Nasz zespół rekruterów-praktyków rozumie branżę, kulturę i potrzeby Twojej firmy.
Zapraszamy do kontaktu














